GDZIEŚ TAM... - Strona 14 z 18

Oceń opowiadanie: 
Średnia: 3.9 (311 głosujących)


   Gdy znowu się ocknął, nie był wstanie określić jak długo był nieprzytomny. Natomiast teraz wiedział na pewno, iż jego więzieniem jest jakiś pojazd. Wyraźnie wyczuwał ruch, a z bliżej nieokreślonego kierunku dochodziły odgłosy przyciszonej rozmowy. Dobrze by było wiedzieć o czym rozmawiają - pomyślał i skupił się na określeniu kierunku. Kiedy już był pewny skąd dochodzą głosy, powoli zaczął się przesuwać, aż poczuł głową jakąś elastyczną przegrodę. Po paru manewrach udało mu się zbliżyć ucho do ścianki i zaczął wyłapywać wyrazy. Z początku pojedyncze, a z czasem całe, choć urywane frazy.
   - ... wsieliśmy sprawy w swoje ręce... towar miał być, tak?... nie ma, więc nie ma na co cekać. - mówił znajomy akcent. Acha, ten może okazać się znajomym.
   - No tak, ale termin jeszcze... - oponował drugi głos, też jakby znajomy.
   - Termin, termin, wsadź se... jest gość...
   - Zrozum, on nie ma ... zawsze na czas, więc dostaniecie. Teraz robi pewnie rozpoznanie.
   - Się psyciśnie i po sprawie.
   - Don już też się za niego wziął i nic, a mówię ci, on wie jak dostać to czego chce. Musimy... ja cały czas jestem na bieżąco, więc będę wiedział kiedy dojdzie do transakcji i będziemy tam ... teraz jest nam potrzebny żywy, chyba nie chcesz...
   - Tak, ale on teras wie, ze coś jest nie tak...
   - Znam parę sztuczek, nic nie będzie pamiętał...
   - Zeby wsystko było jasne, mas siedem dni, potem jest nas...
   - Stoi, tak będzie, ja zawsze dotrzymuję słowa.
   - My tes...
   - Dobra, podjedź na róg Jedenastej i Drugiej. Tam przepakujemy gościa.
   A to dopiero, przepakują mnie - w innym miejscu może by się nawet uśmiechnął. Mateusz gorączkowo zaczął myśleć co może zrobić w takiej sytuacji. Musi oswobodzić ręce, ale żadne wysiłki nie dawały rezultatu. Gdy po wielu wysiłkach udało mu się przełożyć ręce z tył do przodu, pojazd zatrzymał się. Usłyszał odgłos otwieranych i zamykanych drzwi, potem kroki.
   - Bez urazy, ja tym się zajmę - głos na zewnątrz stwierdził stanowczo.
   Mateusz usłyszał ciche pstryknięcie zamka, podciągnął nogi pod brodę i sprężył się cały. No, dawaj, przynajmniej przetrącę cię trochę. Klapa uchyliła się i przez szczelinę wpadł snop oślepiającego światła. Coś zasyczało i poczuł słodko gorzki zapach. Zanim się zorientował, że chcą go uśpić, klapa zaczęła się zamykać. Gwałtownie wyprostował nogi, ale było już za późno, nogi trafiły z łomotem w klapę. Bagażnik był już zamknięty. Usłyszał jeszcze gromki śmiech na zewnątrz, zakręciło mu się w głowie i powoli odpłynął...

Komentarze

raczej slabe 3 nie wiecej

no, niestety trójka ... naciągana, sorry