GDZIEŚ TAM... - Strona 12 z 18

Oceń opowiadanie: 
Średnia: 3.9 (311 głosujących)


   Patrzał na nieduże zdjęcie Dony i krótką notkę pod nim jak na nadprzyrodzone zjawisko. Trupa, to się spodziewał, jak najbardziej, ale swojego.
   No, to ładnie. Teraz jest zupełnie w polu. Uzyskał odpowiedź tylko na jedno pytanie - tancerka była jednak w jakiś sposób powiązana z tą sprawą, znaczy nie było przypadku w jej zapoznaniu. Nic więcej się nie dowie od niej, niestety. Został jeszcze barman i jego dziwne zachowanie, ale może on już wiedział o śmierci Dony i dlatego tak zareagował. Nie wiedział dlaczego, ale intuicyjnie skłaniał się do tej myśli. W ten sposób w barze raczej niczego konkretnego się nie dowie. Tak, w takim razie - co teraz? Pozostają nowoborgczycy. Fakt, iż się pojawili tu, jednoznacznie wiązał ich ze znikającą droiną. Szczególnie, że to była, jakby na to nie patrzeć, ich droina.
   Rozejrzał się po sali - bez zmian. "Dziadek" drzemie, ochroniarz ze zbolałym wzrokiem masuje głowę, a barman, przemieniwszy się w znudzonego parobka, usuwa niewidoczne plamy ze szklanek. Mateusz wolno podszedł do szynkwasu, położył na nim banknot i uważnie obserwując barmana poczekał na resztę. Ten trochę zmieszany, nie patrząc na klienta, położył pieniądze na blacie i szybko odszedł. Mateusz chwilkę popatrzał za nim i zostawiwszy niewielki napiwek powoli ruszył ku wyjściu. Przy drzwiach do holu zatrzymał się i nie wiedzieć czemu spojrzał w sufit. Na przymocowanych do niego lustrach zobaczył siebie stojącego na lustrzanej podłodze, w której odbijał się sufit z nim stojącym...
   - Ciekawe - mruknął do siebie trochę bezsensownie. Taki cud był w co trzecim lokalu tego typu. Zerknął jeszcze raz na bar. Barman z oczami jak koła młyńskie zamarł w bezruchu i gapił się na niego jak na któryś tam cud świata. Mateusz się uśmiechnął krzywo w jego kierunku, spojrzał jeszcze raz na sufit, potem na podłogę, chrząknął i podnosząc rękę w geście wysokiego pozdrowienia wyszedł przez wahadłowe drzwi do holu. Zanim drzwi się zamknęły dostrzegł jeszcze jak barman, któryś raz z rzędu dzisiaj blednie i otwierają mu się szeroko usta.
   - Dziwny gość - pomyślał Mateusz, przyczesał włosy przeglądając się w lustrze przy wyjściu i zastanawiając się usilnie, gdzie znajdzie nowoborgczyków, pchnął drzwi wyjściowe. Silne słońce na chwilę oślepiło przyzwyczajone do półmroku oczy. Schylił głowę i odruchowo zasłonił powieki dłonią. Drugą ręką odnalazł w kieszonce koszuli okulary i wprawnym ruchem założył je. Otworzył oczy i w tym momencie poczuł silne uderzenie w głowę. Osuwając się na ziemię zauważył jeszcze czarne mokasyny wystające z pod czarnego płaszcza i stracił przytomność...

Komentarze

raczej slabe 3 nie wiecej

no, niestety trójka ... naciągana, sorry