WIDZIANE Z SOŁECKIEJ ŁAWY (5)

Oceń wpis:: 
Jeszcze nikt nie glosował

  Mam nadzieję, że wybaczą mi państwo, jeśli tym razem zamienię ławy i zamiast z ławy sołeckiej ( to znaczy z krzesła w sali obrad Rady Miasta ) będę miał widzenie (ktoś może uznać, że przywidzenie ) z dwóch innych ławek.

   Pierwszą z tych ławek zmajstrowano z przerżniętego na pół świerkowego bala i wraz z wieloma innymi ustawiono na łączce naprzeciw rydzewskiego kościoła. Siedząc na niej obejrzałem procesję z wieńcami dożynkowymi poczem uczestniczyłem we Mszy św., w czasie której dziękowaliśmy dobremu Panu Bogu za tegoroczne zbiory. Nie będę tu opisywał całej dożynkowej uroczystości bom leniwy, a i kto inny w innym miejscu tego numeru to uczynił. Chcę natomiast zwrócić uwagę na coś, co po raz pierwszy udało mi się zauważyć na rolniczym zgromadzeniu. Otóż zarówno celebrujący Mszę św. diecezjalny duszpasterz rolników jak i głoszący homilię ks. Oleksy stwierdzili, że w ostatnich latach na wsi zaszły duże pozytywne zmiany i wzywali do modlitwy i do pracy, aby te zmiany były kontynuowane. To zupełnie inna tonacja niż to, co było słychać dotychczas – że jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Ucieszyła mnie ta zmiana z dwóch powodów. Po pierwsze: fajniej się żyje będąc zadowolonym, więc lepiej szukać powodów do satysfakcji niż do frustracji. Po drugie: jeśli środowisko wiejskie tylko narzeka nie dostrzegając pozytywnych zmian, to traci wiarygodność i w ogólnospołecznym dyskursie politycznym jest zbywane stwierdzeniem „biadolą jak zwykle”.

   Drugą ławkę zrobiono ze ślicznej, jaśniutkiej sośniny, bardzo starannie oheblowanej i wyszlifowanej. Siedzieliśmy na niej w rydzewskim kościółku, który na czas dożynkowych uroczystości zamieniono w salę koncertową. Kameralne wnętrze o doskonałej akustyce i naturalnym nastroju skupienia było wymarzoną oprawą dla łomżyńskiej Filharmonii Kameralnej im Witolda Lutosławskiego. Nieco stłoczeni w maleńkim prezbiterium muzycy, prowadzeni przez Jana Miłosza Zarzyckiego ufetowali nas muzyką, którą ktoś kiedyś nieszczęśliwie nazwał poważną. Nieszczęśliwie, bo choćby „Wesele Figara”, z którego arię zaśpiewał Michał Barański, skomponował Mozart jako operę buffo, co dziś nazwalibyśmy musicalem. Natomiast zagrany na zakończenie „Dudziarz” Henryka Wieniawskiego to wypisz – wymaluj styl folk. Jeśli mam obiekcje co do nazywania zaprezentowanej muzyki poważną, to nie mam wątpliwości, że jej poziom artystyczny był najwyższej próby. Bo kompozytorzy tworzyli te swoje wesołe perełki z równym polotem i starannością, jak wiekopomne dzieła monumentalne. Natomiast wykonanie… Często słucham muzyki kameralnej w wykonaniu zespołów o światowej renomie nadawanej przez radiową „Dwójkę”. Kunszt łomżyńskich artystów w niczym nie odstawał od tego poziomu.

   Ze złożenia obserwacji z dwóch dożynkowych ławek wychodzi mi refleksja, że dożynki potraktowano poważnie. Tak jak wieśniacy rzetelnie mówili o swoich osiągnięciach, tak mieszczuchy ofiarowali nam sztukę najwyższej próby.

Sołtys Wojciech

Tekst opublikowany w Piśmie Towarzystwa Miłośników Rajgrodu „Rajgrodzkie Echa”




Dodaj komentarz