WIDZIANE Z SOŁECKIEJ ŁAWY (40)

Oceń wpis:: 
Jeszcze nikt nie glosował

  Dostałem Dyplom. Podpisany przez Przewodniczącego Rady Miasta pana Gisztarowicza oraz przez Burmistrza pana Glinieckiego dyplom uznania odebrałem podczas ostatniej sesji Rady Miasta wraz z innymi sołtysami. Dyplomów było wiele, bowiem uhonorowano zarówno sołtysów, którzy po raz pierwszy objęli urząd, jak i tych, którzy urzędowanie zakończyli, a nie zapomniano i o tych, którzy pełnienie funkcji kontynuują. Ja załapałem się jako kontynuator, jako że marcowe Zebranie Wiejskie powierzyło mi ponownie najwyższy urząd we wsi. Mimo że najwyższy, to może nie tak ważny i prestiżowy, bo z frekwencją było cienko – ledwośmy sprostali wymaganiom formalnym niezbędnym dla ważności zebrania. Jakby ktoś chciałby mi dokuczyć, to może powiedzieć, że sołtysa wybrała klika – rodzina Więckowskich z trójką sąsiadów. Dlatego uważam, że ważne są wyżej wzmiankowane dyplomy – wyraz uznania władz gminnych dla znaczenia sołtysów. Co więcej, uznanie to nie jest tylko symboliczne – na tejże sesji Rada Miasta na wniosek Burmistrz uchwaliła Fundusz Sołecki. Tak więc Zebranie Wiejskie - pod wodzą sołtysa - będzie miało w ręku niewielkie bo niewielkie, ale prawdziwe narzędzie władzy, czyli pieniądze. Pewnie wyniknie z tego niejedna awantura, ale to dobrze – wioski, aby skorzystać z tych pieniędzy, będą musiały się dogadać, na co chcą je wydać i dopasować do nich swoje apetyty – tak wygląda podstawowa szkoła rządzenia. W tym miejscu muszę się przyznać, że swego czasu – jako radny – głosowałem przeciw utworzeniu Funduszu Sołeckiego. Przemawiał za tym argument ( nadal aktualny ), że pieniądze przeznaczone na Fundusz dużo gorzej przyciągają środki pomocowe, niż pieniądze przeznaczone na inne projekty. (Do Funduszu można dostać 20 % zwrotu kosztów, a do pomostów dostaliśmy 85%) Jednakże nowy Burmistrz, a wraz z nim Rada Miasta uznali, że ważniejsze od tej różnicy jest rozruszanie wiejskich społeczności. I chyba mieli rację, zwłaszcza jeśli spojrzymy na to w aspekcie ciągłości władzy. Ta ciągłość to umiejętność odnalezienia się nowej władzy w obliczu dziedzictwa pozostawionego przez władzę ustępującą. Burmistrz Karpiński dostał na „dzień dobry” 5 mln. „w plecy” za spapraną inwestycję wodociągową. Jednakże mimo to, w ciągu dwóch kadencji potrafił przeprowadzić inwestycje na skalę, jakiej nasza gmina jeszcze nie widziała. Po drodze o mało co nie potknął się o referendum, którego inicjatorzy bazowali na dość słabym kontakcie burmistrza ze społeczeństwem. Pan Gliniecki jeszcze w kampanii wyborczej zapowiedział utworzenie Funduszu Sołeckiego, czyli przekazanie cząstki władzy społecznościom wiejskim, i właśnie to czyni. Nie od rzeczy jest jednak zauważyć, że czyni to dysponując dochodami gminy znacznie powiększonymi o podatki od Farmy Wiatrowej, powstałej w dużej mierze dzięki staraniom burmistrza Karpińskiego. Ale nie jest to bynajmniej zarzut, że „żeruje” na dorobku poprzednika. Jest to wyraz uznania, ze widzi obszary które słabo funkcjonują i tam kieruje środki.

Sołtys Wojciech



Tekst opublikowany w Piśmie Towarzystwa Miłośników Rajgrodu „Rajgrodzkie Echa”




Dodaj komentarz