SZOPOBYLCE (12)

Oceń wpis:: 
Średnia: 5 (2 głosujących)





OSOBLIWIE NARKOTYCZNY ZAPACH SOCZYŚCIE KWITNĄCYCH KWIATÓW.

PAMIĘCI KICIUCHY

Ekscentrycznie śnić to jedno, a mieć kota na punkcie snów o kotach, to dopiero. Noż, chyba czarny kot przebiegł przez moją senną myśl. Rozlane mleko na pierwszych kotach za płotem. Myszy maszerujące w ordynku po Popiela, a nie, czekaj, Kotiela. Ożeż w mruczącą, wąsatą mordę. Ogromne koty sierści kociej, szaleńczo toczące się jak wielki kłębek nerwów szarpany szybkimi jak błyskawica pazurami. Kłaczek tu, kłaczek tam, wszędobylskie kłaczki mam. Sfinksie ratuj!

Co wiemy o śnieniu? Wpisałem w wyszukiwarkę. Przeczytałem jedną z zajawek artykułu o wyszukiwanej informacji.

Sny. Pomimo wielu książek dotyczących tej problematyki - od senników przez podręczniki do materiałów z badań naukowych z zakresu psychologii, neuropsychiatrii, czy neurologii, po książki traktujące sen parapsychologicznie - zrozumienie snu wydaje się nam umykać. Choć istnieje ogromna ilość pomysłów, hipotez, teorii, przypuszczeń, jak dotąd nie wiemy czym są sny. Przypuszcza się również, że sny wywierają wpływ na nasze życie. Jest też ogólne przekonanie, że sny mogą pomóc nam w rozwiązywaniu problemów lub przeciwnie - zaszkodzić poprzez odtwarzanie minionych koszmarów. Chyba każdy z nas powiedział choć raz w życiu - "idę to przespać".

Z tego co wiem problem z chodzeniem spać nie jest schorzeniem nóg. No, to poszedłem. Z początku niemrawo, z lekkim bólem w łydkach. Potem przemogłem się i ruszyłem raźniej, szybkim marszem...

... czasu minęło mało wiele, ledwie klepsydrę odwróciłem razy kilka, aż tu raptem tak, po przeliczeniu stada baranów i owieczek paru, dotarłem na skraj lasu, ścieżka jedna jeno przecinała ciemną ścianę ostrego cienia mgły, w której ktoś grał na dudach znane i lubiane ongiś "Kaczuchy", z lasu wyszła starowinka dźwigająca na zgarbionych plecach wiązkę chrustu, wyrastającą spod czarnej chusty w czerwone kwiaty soczyście kwitnące przepięknie tkanymi zapachami.

-Como estas abuela - rzuciłem wesoło. Rosynant zarżał cicho lekko zaskoczony akcentem.

-Mедленно, молодой кавалер. Ну, mне нужно идти, я опаздываю. Не забудьте погладить ее, и она будет мурлыкать вам. Не забудьте.

-Wait, who are you talking about?

-Не забудьте. Не забудьте.

Rozpłynęła się we mgle jak opary dobre złe snujące się gdzieniegdzie siwym warkoczem Bereniki, podarowanym Afrodycie za Ptolemeusza życie gdzieś pomiędzy Lwem a Wolarzem na uboczu drogi mlecznej upstrzonej kolażem gwiazd.

-Пока - rzuciłem w ciemność.

Sancho klepnął konia w zad, poprawiłem kopię i ksero, i zagłębiłem się w nieznane wciągającą ścieżką, a gdy podniosłem nos ujrzałem polanę magicznie oświetloną szarą kocią muzyką, oho, będzie horror, przemknęła z tupotem kopyt śmieszna mała myśl, a nie, to tylko Rosynant zaparkował na trzecim poziomie, a ja odnalazłem się na środku polany, przy wielkim karczu, na którym zwinięta w kłębek leżała Kiciucha, wiatr zaszeptał w trawie, Не забудьте, posmak déjà vu lekko zaniepokoił, wyciągnąłem rękę, a kotka lekko szylkretowa, ciut rudawa, jak zwykle wdzięczna i czarująca, łasiła się ciepło i mruczała przeciągając się pod dłonią, mruczała coraz głośniej, aż srebrny pył okruchów księżyca powoli opadający z rozgwieżdżonego nieba zaczął lekko wibrować, i trawa rezonansem rozedrgała otaczające polanę drzewa, jakże ona mruczała, głośniej i głośniej, coraz ostrzej, niepokojąco gromko...

Obudziłem się nagle lekko spocony. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie wibrowanie wyciszonego telefonu. Ki za diabeł?! Za nim zdążyłem odebrać - przestał.

Dziwnie zmęczony i ociężały, zadumany odrobinę dziwnym snem, zwlokłem się z łóżka i podreptałem uprawiać zwykły swój dzień.

Nazajutrz do Szopy dotarły niepokojące wieści. Kiciucha, pierwsza mieszkanka tej krainy od wielu dni nie daje znaku życia.

Na zlecenie Diabła Podlaskiego, nad wyraz pokornego w tej sytuacji, udałem się na zwiady. Kitku nie widział nic poza swoim ogonem. Kocurro nie słyszał zajęty marcowaniem. Kićka nic nie wie, w zasadzie od urodzenia. Pies o kotach nie gada i wara. Krowom wsio rawno jako i ptaszkom. Trawa rośnie, kwiatki kwitną, słońce świeci, a wiatr wieje opłotkami. Życie trwa. I trwa mać - mruknąłem zdając sobie sprawę, że dwa tygodnie, to aż nadto, jak na Kiciuchę.

Zdałem raport włodarzowi Szopolandii. Ten dumał długą chwilę, po czym cichym głosem kazał szykować stypę. Zawołał pisarza, z którym ułożył dyplomatyczne listy ogłaszające tygodniowy pokój i ogólnonarodową żałobę. Wysłano kruki, gołębie, szpaki oraz znaki dymne zapraszające na ucztę upamiętniającą Pierwszą Obywatelkę. Zaproszono wszystkich, zapewniając nietykalność i nocleg.

Zjechali się wszyscy, ci lubiani, jak i skazani na wygnanie lub nawet śmierć. Sojusznicy i wrogowie markotnie snuli się pod rękę w krużgankach, wzajemnie się poklepując i pocieszając. Zapewniając o zakończeniu waśni, o rychłej oraz niekończącej się współpracy. Teraz to razem, ku chwale i na pohybel. Roztaczali wizję świetlanej przyszłości. Matka narodu pośmiertnie jednoczyła zwaśnione strony. Miłość stała się wręcz namacalna.

Po płomiennych przemówieniach, ze łzami w oczach, zebrani przeszli na salę bankietową. Z początku z dystansem, a nawet z pewną nieśmiałością przegryziono co nieco i przepito do siebie ku pamięci jedynej nieobecnej. Po drugim toaście rozsadzeni zgodnie z protokołem goście zaczęli się powoli mieszać i w mniejszych lub większych grupkach opowiadali sobie, w większości zmyślone lub mocno naciągane, historie z życia Kiciuchy.

Przechadzałem się wśród coraz mocniej zawianego towarzystwa zniesmaczony zasłyszanymi rozmowami. Jak trzeba było jej pomóc, to nie, a teraz Kiciucha to, Kiciucha tamto, my z Kiciuchą to ohoho i jeszcze trochę, bo żeby nie ona to nie byłoby mnie, ani was, ani nas, ale teraz jak nas zjednoczyła, to w imię jej pokażemy co to naród. I tak do wyrzygania, często dosłownie. Po czym, oczywiście, wypijmy za i pomimo. Ech. Zmęczony tym wszystkim wyszedłem po angielsku.

Wracając późną nocą, na ścieżce oświetlonej mdłym poblaskiem księżyca, minąłem przygarbioną postać z jakimś pakunkiem na plecach.

-Hy, как? Она мурлыкала?

-Co? - Obejrzałem się nagłym obrotem całego ciała. Na ścieżce zobaczyłem tylko srebrny pył wirujący w słabym świetle księżyca i poczułem narkotyczny zapach soczyście kwitnących kwiatów.

Po dłuższej chwili się otrząsnąłem. Długi, szalony dzień, zmęczony jestem. Foch zwidom. Idę spać.










Komentarze

Ty tak na serio? Kiciuchy już nie będzie? Ej! No, weź!

Niestety. W retrospekcjach jeno. Może się jednak zdarzyć przenikanie światów, bytów, wymiarów, zaświatów, widoków, zapachów... dobra dość :)

Strony