SZOPOBYLCE (8)

Oceń wpis:: 
Średnia: 4.4 (5 głosujących)


HAMLET

Zaproszono mnie do teatru. 

W zasadzie mnie to nie zaskoczyło (dlaczegóż, o tym później), ale jednak.

Świeżutki, pachnący nowymi lamperiami takoż samo pretensjonalnie jak liberie prowincjonalnych służb bezpieczeństwa. Taki, taki... rzekłbym ze wschodnim akcentem - "amerykański". No, prawie Broadway. W błyskach taniego blichtru premierowego sezonu, premierowe przedstawienie z premierem tego całego bałaganu (wliczając w to variete), i to od razu z wysokiego C chociaż przez samo Hamlet. A może aż przez Hamlet. mnie tam wsio ryba, szczególnie, że to ja, w końcu, zgrosiłem za jeden z rekwizytów. No, to się wyjaśniło co do zaskoczenia.

Jakby było mało to antraktem, w przylegającym atelier wystawiono staroszopiańskie rzeźby. Szopollo z Wierzbilo, maski, kadzidła szamańskie i inne spodtoporzyska. Artefaktów nie było za dużo ale jak na stosunkowo młodą cywilizację, myślę, wystarczająco, chociaż znowuż, mało zaskakująco. Dlaczego - już wyjaśniałem.

Pocieszające, że pomimo napiętej sytuacji politycznej sztuka jednak się rozwija. Na pokaz ale jednak. Na rozkaz nawet, choć dowodów brak, niemniej Hamletem ciężko wzgardzić. Szopollo może niezbyt klasowy ale proletariat nie narzeka, a żeńska część cmoka na kształtne, potencjalnie silne, pośladki. Niektóre ukradkiem nawet poklepują mrucząc coś przy tym.

Cóż? Igrzyska, można rzec, się odbyły. Jaka kraina - takie igrzyska.

A za niewymienienie z imienia autora rekwizytów i rzeźb - FOCH!