SZOPOBYLCE (3)

Oceń wpis:: 
Średnia: 4.3 (12 głosujących)




PRZEZ WIATR I DESZCZ

Znowu odwiedziłem Szopobylca W Cylindrze. Pogoda była taka, że właśnie wtedy, ocierając mordę z wody, postanowiłem zanabyć psa. W końcu miałbym pretekst żeby z Chaty nie wyłazić, bo przecież gdy pogoda, że psa nie wygonisz, to i ja bym został z, bo przecież nie pod psem, gdyż tam już cała ta zasmarkana aura. Tak czy siak brnąc pod wiatr, ociekając wodą, ledwie widząc i słysząc, marząc o psie i grzańcu, potknąwszy się o próg wpadłem do Szopy. Wykonałem dziwną, pokraczną figurę o nieznanej nazwie, zrobiłem dwa rozpaczliwe kroki i obdzierając kolano runąłem na dłonie. W końcu przyrżnąłem w kawał drewnianego, kanciatego kloca.

Jako rzekłem - znowu odwiedziłem Szopobylca W Cylindrze.

Ten tylko coś mruknął przez sen próbując się przewrócić na bok. Już, już, zdawało się, że uda mu się tak sztuka, lecz... nie. No, żeż, kurwa. Mogło być tyle radości. Drewniak zastepował przez chwilę i osiadł pewnie w poprzedniej pozycji. Jeszcze coś zamruczał, zachrapał i nagle zakrzyknął zachrypiałym głosem:

-Co tam do jasnej, ciasnej! Kogo tam cholera niesie? - długo i mocno wciągnął powietrze nosem.
-A, to ty, stfuurca - splunął obficie pod nogi.

-Ano, ja - masując zbolałymi dłońmi pulsujące kolano nawet nie próbowałem ukryć niesmaku - Mógłbyś kanciaku stać troszkę z boku.

-Dzięki jednej mendzie bok dla mnie jest wszędzie - zrymował ubogo kloc.

-Co? - myśl moja jakoś nie napotkała zrozumienia.

-Ślepego mnie stworzyłeś, to nie widzę gdzie staję. Żeś niewydarzone beztalęcie, wredny i złośliwy leworęczny z każdej strony, to i dobrze ci tak.

-Eee, ee, ee. Fikasz kiju pokręcony!? - wyrwałem siekierkę wbitą w pieniek.

Cylindrowaty przez chwilę kręcił nosem na zbyt małe siły zgromadzone w odwodzie.

-Mówię tylko, żem ślepy. Po co zaraz ciosać, rąbać, wiórami się otaczać. - mruknął zrezygnowany.

Spojrzałem łagodniej. Delikatnie wbiłem siekierkę, z rozmachem, z powrotem w pieniek.
Fakt. Nie dokończyłem, hm, dzieła, a się czepiam. Ma prawo próchniak jeden być sfrustrowany. Już może nieźle obwąchać i coś powiedzieć, choć jeszcze nie widzi.

Cylindrowaty kiwał tylko potakująco głową na te moje przemyślenia. Potem ponarzekał na swoje oczy, pociągnął nosem i powiedział, że jak nie mam ochoty dłubać to mogę się wynosić, bo przeszkadzam w kontemplowaniu rzeczywistości.

Ot i tyle.

Poszedłem przez wiatr i deszcz.

Foch.