SZOPOBYLCE (16)

Oceń wpis:: 
Średnia: 5 (3 głosujących)





UMYSŁ SAM SOBIE JEST MIEJSCEM

- Turlaj dropsa, dziadu!

-Śmieszna mała dziewczynko...

-Zamknij ryj! Oddajesz bucik i won!

-Słuchaj no, paniusiu, kim jesteś i co tu robisz?

-Bucik, przeprosiny, a może wam się upiecze.

-Zaczynam mieć dość. Gadaj albo wydusimy to z ciebie innymi sposobami.

-Łajzo wredna, bucik, bo się wkurwię na maksa!

Porucznik poprawił rękawy marynarki munduru. Westchnął głośno. Przechylił głowę w lewo i prawo, rozciągając szyję i kark.

Wyjątkowo wredna baba - pomyślał . Gdy go wezwano po służbie, w trybie nagłym, nie przypuszczał, że to będzie tak bardzo irytujący wieczór. Rozkrzyczana i szarpiąca się kobieta okazała się zagadką. Nie istniała według baz danych Imperium, a ono znało wszystkich. Nieznane odciski, siatkówka, fale mózgowe, DNA, biometria i wiele innych pomniejszych wskaźników. Wszystkie sposoby identyfikacji nie dały efektu. To co stanowiło siłę Imperium zawiodło. Stało się to co uważano za niemożliwe, duma hegemona tego świata została splamiona. Dlatego został wezwany. Był ostatnim ogniwem machiny mocarstwa i był najlepszy. Nikt go nie lubił ale gdy chciano kogoś odnaleźć - poruczniku potrzebujemy cię. On za ludźmi też nie przepadał. Znał, jak mniemał, wszystkie wzorce zachowań i najmroczniejsze zakamarki umysłów. Nie potrzebował i nie rozumiał emocji związanych z obcowaniem międzyludzkim. Poznamy się wkrótce - patrzył beznamiętnie na wściekłą kobietę.

-Do bębna z nią - mruknął, jednak wystarczająco wyraźnie i zdecydowanie.

Dwóch rosłych mężczyzn złapało pod pachy zaskoczoną niewiastę i nim ta zdążyła jakkolwiek zareagować wywlekli ją z sali przesłuchań. Przetarł twarz dłońmi, westchnął ponownie. Dawno już go nie wzywano, powinien być ciekawy, podekscytowany ale nie był. Wszyscy i wszystko było policzone, zaksięgowane i posiadano wiedzę gdzie dokładnie się znajduje w danej chwili. Imperium nic nie pozostawiało bez kontroli. Czuł tylko znużenie. Wiedział jak to się skończy. Zsynchronizuje fale mózgowe, wejdzie w jej jaźń jak w masło i po kilkunastu minutach będzie wszystko o niej wiedzieć. Od niemowlaka, a nawet wcześniej, nawet to czego ona nie wiedziała o sobie. Wciągnął głośno i głęboko powietrze. Już czas. Ruszył w ślad za strażnikami i wyrywającą się, zagadkową kobietą w jednym bucie.

Wszedł do okrągłego pomieszczenia ze względu na kształt nazywanego, jakże odkrywczo, bębnem. Ściany wewnątrz gęsto pokrywały rury, z których wychodziły grube wiązki różnokolorowych kabli. Przechodziły one skrętnie, jak wielkie lejki, w centralne punkty sufitu i podłogi gdzie łączyły się z dwiema leżankami. Tam skomplikowaną siecią oplatały i jednocześnie tworzyły skafandry w kształcie ludzkich postaci. W jednym z nich leżała już niezidentyfikowana kobieta. Podszedł do niej i spojrzał w jej oczy mętniejące od leków uspokajających. Cierpliwości, już niedługo - pomyślał i uśmiechnął się lekko, tak jakby smutno.

-Poruczniku, zna pan procedury. Uwińmy się i spadajmy stąd. Piątek, wieczór, weekend przed nami, są ciekawsze rzeczy do roboty - ponaglił przez głośnik, również specjalnie zawezwany, operator.

-Taaa. No, to do roboty - rzucił w przestrzeń ściągając marynarkę munduru. Opróżnił kieszenie, ściągnął pasek i buty. Zastanowił się chwilę i ułożył na leżance. Oplotła go gęsta sieć kabli i czujników.

Poczuł lekkie ukłucie w ramię i po kilku sekundach delikatne mrowienie w dłoniach i stopach zwiastujące nadchodzącą koincydencję własnej nirwany, otaczającej go rzeczywistości oraz obcej świadomości. Przypomniał szkolenie i skupił się na wyborze techniki. Zanim poczuł stan całkowitej anihilacji świadomości wybrał starą, dobrą, sprawdzoną vipassanę. Chciał po prostu widzieć rzeczy jakimi są. Skupił się, skoncentrował, po czym rozluźnił i zaczął równomiernie oddychać. Przez jakiś czas zawisł jakby w bańce, z której wypłynął na płaską, niesymetrycznie rozciągniętą i zakotwiczoną w nieskończonej liczbie wymiarów przestrzeń. Dostrzegał siebie i powstałe w jego umyśle uniwersum, w którym prostopadle przecinały się dwie osie czasu. Płynnie przemieścił się ku skrzyżowaniu i skręcił w drogę oznaczoną czerwonym pantofelkiem. Płynął nad linią czasu oswajając się z jej istnieniem, szerokością, głębokością i siłą nurtu. Minął dwóch mundurowych ciągnących kobietę w jednym bucie. Uznał ten kierunek za obiecujący i przyśpieszył patrząc w stronę następnej wyraźniejszej sceny. Beznamiętnie przyjrzał się krzyczącej do niego kobiecie. Na poboczu widział gniew, strach w wielkich kontenerach i małe pakunki innych pragnień. Wzniósł się ponad to i przyglądał się różnym scenom odtwarzanym na gęściejszych partiach przebijanej sfery. Do tej pory podążał znaną drogą lecz oto minął znak ślepej uliczki. Ciekawe. Na dostępnych mapach nie było czegoś takiego. Zwolnił baczniej obserwując postacie i miejsca przemijające obok. Jedyną osobą niezmienną była kobieta. Dodarł do miejsca i czasu gdy nikt jej nie towarzyszył. Snuła się korytarzami budynku ministerstwa w którym pracował. Przyjrzał się paru pobocznym wątkom, z których nic nie wynikało. Wrócił więc na jej ogólną oś czasu i szybko ruszył ku granicy zmapowanej części.

Zatrzymał się i przyglądał zaskoczony jak linia jej osi czasu niknie w wielkiej falującej tafli szkła okna widokowego na ostatnim piętrze jego ministerstwa. To był koniec drogi tajemniczej kobiety. Dalej była ściana falującego szkła przez którą nie było nic widać. W całej swojej karierze nie dodarł do takiego miejsca. Tysiące przejrzanych świadomości, podróży ich wspomnieniami i nie było tak po prostu końca. Finiszem zawsze były narodziny, a z drugiej strony śmierć. Tu była ściana. To było bardzo intrygujące.

Powoli zbliżył się i przyjrzał powierzchni okna. Zwykle wypolerowane, bez skazy, przeźroczyste, teraz mętne i błyszczące jednocześnie, dziwnie falujące. Z wahaniem, delikatnie dotknął szarawej struktury. Spojrzał wstecz na oddalającą się niepewnym, nierównym poprzez brak jednego pantofla krokiem, kobietę. Powrócił do okna. Przecież mnie tu fizycznie nie ma, to tylko wizja - przemknęła myśl jak poderwana ze stawu kaczka. Ostrożnie nacisnął na pomarszczoną powierzchnię. Ręka bez oporu zagłębiła się znikając w drgającej szarości. Nic nie poczuł, bo jak? Mógł sobie wyobrazić jakiekolwiek odczucie, tylko po co. Postąpił krok naprzód i zagłębił się w nieznane. Po raz pierwszy w swych podróżach nie wiedział co się za chwilę stanie.

Zaskoczony stanął w pełnym ludzi, gwarnym pomieszczeniu. Ktoś głośno śmiejąc się zaglądał pod stół i podnosząc róg obrusa głośno zachęcał do szukania ukrytego przejścia. Jakiś pan z sumiastym wąsem perorował, że to już przesada i nie da się zrobić w wała. Zaczęto się przekrzykiwać w poszukiwaniu zaginionej jakiejś dziennikarki. Ktoś w rogu sali szkicował na kartach bloku w oprawie z wyświechtanej skóry. Parę osób coś nagrywało na dyktafonach, operatorzy kamer robili zbliżenia bucika, który właśnie zakładała znana mu kobieta. Przygasły światła, ktoś głośno zaklął. Niewysoki, cały z drewna osobnik, używając dziwnych słów, coś bredził o genialnym wynalazku i wskazywał na surrealistyczne lustro stojące na stole.

-Cóż to za wynalazek? - z lekko złośliwym uśmiechem spytała drewniaka śledzona przez niego kobieta...

Drewniak, wynalazek, lustro, bucik, ta kobieta. Docierające informacje zaczęły mu się składać w całość. To inny świat. Znalazł drogę do innego wymiaru. Czuł, że się gubi i zaraz się wybudzi. Skupił się aby jak najwięcej zapamiętać i wyskoczył do rzeczywistości.

Siedział na leżance cały spocony. Takie rzeczy się nie zdarzały. To jest odkrycie na miarę epoki. Musi jak najszybciej napisać raport. To będzie przełom w podbojach Imperium. Inne światy stawały otworem.

Drewniak, wynalazek, lustro, bucik, kobieta, inny świat. Zapamiętać. Raportować. Lustro, wynalazek...

***



-Panie Generale, to jest nieuleczalny przypadek. Z przykrością muszę stwierdzić, że straciliśmy naszego najlepszego agenta subświadomości łączonych. Szkoda, tak wiele uczynił dla nas. Niefortunnie, podczas ostatniej identyfikacji nieznanej osoby, z powodu nieokreślonej awarii zderzacza subświadomości, doznał nieodwracalnego splątania synaptycznego. Popadł w zapętlenie dwoistości subświadomości i nie jest wstanie tego przerwać. Wybudził się, niestety jego mózg nie. Jeśli sam nie znajdzie sposobu, to już zostanie do śmierci w swoim świecie. Jak już mówiłem zapętlił się i powtarza w kółko to samo. Raport pan czytał więc nie ma chyba potrzeby powtarzać tych bzdur.

Dystyngowany oficer odchrząknął i zasunął wizjer.

-A ta nieznana osoba?

-Tutaj panie Generale - lekarz wskazał sąsiednie drzwi.

Oficjel zajrzał przez judasz. Na łóżku siedziała rozczochrana kobieta i palcem umoczonym w nieokreślonej, brązowej substancji rysowała kolejny bucik na ścianie.

-Co z nią?

-Niestety, również splątana. Nic nie możemy zrobić. Tożsamość nieznana. Jeszcze jakiś czas będziemy obserwować, a później... Sam pan wie.

Generał skinął głową i mruknął coś niezrozumiale.

- Porucznik zasłużył się, proszę go dożywotnio pielęgnować. Był najlepszy. Należy mu się.

- Tak jest panie Generale.

***



Drzwi otworzyły się i pielęgniarz wniósł tacę z posiłkiem i lekami.

-Panie poruczniku - zwrócił się prawie czule do pacjenta - trzeba coś zjeść i czas na leki.

-Drewniak, wynalazek, lustro, bucik, kobieta, inny świat. Zapamiętać. Raportować. Lustro, wynalazek... - oficer zacisnął zęby i odwrócił głowę do ściany.

-Dobrze, dobrze. No, tylko bez fochów mi tu.










Szopobylce