Brak głosów

C:\>type C:\files\prosiaczek_syn_odynca.txt

Na skraju repozytorium, tam gdzie stare logi ścielą się jak jesienne liście i przeciąg wiruje łupież admina, wiało nudą.

Zwierzętom obrzydło turlanie w pętli pustych i niepotrzebnych zmiennych. Gdy napatoczył się nawalony Prosiaczek zagaiły prostym pytaniem.

— Jak to było z twoim ojcem?

— Sądząc po twoim zdziczeniu, to musiała być niezła patologia - Zięba mało nie dostała prawoskrętu.

— Byłeś z tym na terapii? - Stryjek uniósł kijek - Bo ja mogę klasycznie...

— Opowiedz nam jeszcze raz coś z wojska - odruchowo szczeknął Pies Pawłowa.

— Nie daj się prosić.

— My tak lubimy jak chrumkasz te swoje opowieści - rozmarzyły się świnki morskie.

— O tatusiu, o tatusiu - piszczała Sierotka Marysia.

Prosiaczek machnął racicą, zaciągnął się oparami własnej desperacji i syknął:

— Ożesz, wy kurwy jedne, to za długa historia. Na jakieś dwie flaszki.

— Do rzeczy, nie targuj się, prosię - Wilk był nad wyraz łagodny.

Zachęcony Prosiaczek przysiadł ciężko na mocno wypchanej tablicy asocjacyjnej i westchnął.

  — E tam. Ojciec jak ojciec. Zwykły Odyniec. Żołędzie wciągał, potem bił. Na lożki chadzał, po puszczy się szwendał, do domu nie wracał. Normalka, nuda i nie ma czego opowiadać. No, ale dziadek, hoho, to był gość. To będzie za friko. Bez myta znaczy. Taka anegdotka starodawna. Było tak, że raz staruszek z żoną Penelochą i synkiem Telmarketerem dawali w szyję u Menela Co Ma Nosa.

Prosiaczek dla podkreślenia w dwa palce obtarł ryjek i zmrużył oczy.

— I ktoś tam komuś zapojkę Helenę zajumał i się dziadek wkurzył. A że ustawka z tego wyszła, to dołączył do chłopaków. Poszli w tango i nad ranem pod Troją wylądowali. Zacny klub to kiedyś był i nie wpuszczali byle kogo.

— I co? — dopytywała z przejęciem Sierotka.

— No to dziadek się zamyślił i podrzucili karkom na bramce konia. Takiego śmiesznego. Drewnianego. Mięśniaki mu w zęby zaglądali, że niby spróchniałe, bo szukali dziury, co by go na disco nie wpuścić. A koń nie lubi, jak mu się w pysk lampą świeci, no i się wkurzył. Geekami sypnął. Te się rozlazły po całym mieście i mieczykami ciach-ciach. No, mówię wam, narozrabiało się.

— A dziadek? — dopytał Wilk, przekrzywiając ucho.

— Styrany tak był, że z dziesięć lat do domu wracał. Itaka to była historia.

Zwierzęta westchnęły z rozczarowaniem.

W końcu Zięba cmoknęła:

— Niezła bajka, ale flaszki za to nie będzie. Miało być o ojcu. Masz tu pendrajwa, dziadu.

Prosiaczek zdziczały był (gen po tatusiu, a tego nie wydłubiesz), więc z błyskiem szaleństwa w oku zaparkował pendrajwa sobie w port-ki. A jakże. No i rozpakował go jak durny Script Kiddie, i poszedł na rzadko DarkComet.

Od tej pory wmawia się dziatkom,  że koń był trojański i się mu w zęby nie zagląda. Dorosłym zaś przypominam, że 'Lożka' to skrypcia z Koryntu z nad wyraz przyjaznym, choć często płatnym, interfejsem logowania. Tak że ten, o. Jakby kto chciał więcej, to do Homara po jego dziennik zdarzeń.

cd..