WIDZIANE Z SOŁECKIEJ ŁAWY (73) MARZEC 2019

Oceń wpis:: 
Średnia: 5 (1 głos)

  
Wyruszyliśmy z Rajgrodu 15 marca zgodnie z planem, punktualnie o 7.20. A już zaraz za Grajewem Panie Maria, Natalia i Agata podjęły nas kanapkami, jako że nie wypadało zawierać nowych znajomości „o suchym pysku”. A nowych znajomości było sporo, gdyż podczas dopiero co odbytych wyborów obywatelki naszej gminy podwoiły swoją reprezentację w sołeckim gronie. (w niniejszym numerze opublikowane są wyniki wyborów.) i już brakuje tylko jednej, by stanowiły połowę tego towarzystwa. Postronny obserwator miałby w tej sytuacji trudności ze stwierdzeniem, czy wycieczka na którą właśnie wyruszyliśmy była nieco przyspieszonym świętowaniem Dnia Sołtysa, czy też mocno opóźnionym uatrakcyjnieniem Dnia Kobiet. Tak więc nowo wybrane sołtyski zaprezentowały się starej sołeckiej gwardii, co zostało urozmaicone zakąszaniem kanapkami i nie tylko. Potem troszkę pośpiewaliśmy, ale aby nasz Chór Sołtysów osiągnął przyzwoity poziom wycieczkowy potrzebujemy jeszcze kilka razy poświętować. Tak czy owak, do Ciechanowca dojechaliśmy rozluźnieni, zaprzyjaźnieni i raźno przystąpiliśmy do zwiedzania Muzeum Rolnictwa. W czasie oglądania wystawy poświęconej mechanizacji z niejakim zdziwieniem stwierdziłem, że stoi tam ciągnik Ursus C-45 – taki sam jak te, które remontowałem w czasie szkolnej praktyki. Stoi też konna snopowiązałka – wypisz, wymaluj taka sama jak ta, którą 35 lat temu pożyczyłem od sąsiadów na swoje pierwsze żniwa w Skrodzkich. Ta konstatacja uświadomiła mi, jaki potężny skok technologiczny i cywilizacyjny uczyniliśmy przez ostatnie ćwierć wieku, w czym radykalnie pomogła nam Wspólna Polityka Rolna, które to spostrzeżenie dedykuję tym, którzy w Unii Europejskiej zwykli doszukiwać się zła wszelakiego.

Kolejne ekspozycje dotyczyły bardziej już zamierzchłych czasów, ale rozpisywać się o tym nie będę, gdyż kto ciekawy sam sobie obejrzy jeśli nie w Muzeum, to na jego internetowej stronie. Zauważę jedynie, że sama historia powstania Muzeum to ciekawe opowiadanie o tym, jak w realiach realnego socjalizmu kilku lokalnych narwańców, wykorzystując ideologię epoki i zrujnowany pałac, stworzyło piękny i pożyteczny skansen, który do dziś przyczynia się do generowania ruchu w lokalnym biznesie.

Bardzo ciepło wspominam Przewodnika, który oprowadzał nas po Muzeum. Nie narzucał się ze swoją narracją, natomiast bardzo kompetentnie wyjaśniał wszystkie podnoszone przez nas tematy – widać było, że jest organiczną częścią tego muzealnego przedsięwzięcia. Na dobre rozgadał się przy kiełbaskach z ogniska i bigosie z termosu, które były podstawą kończącej świętowanie biesiady.

Sołtys Wojciech



Tekst opublikowany w Piśmie Towarzystwa Miłośników Rajgrodu „Rajgrodzkie Echa”




Dodaj komentarz