WIDZIANE Z SOŁECKIEJ ŁAWY (66) MARZEC 2018

  Pozwolę sobie tym razem zamienić sołecką ławę na krzesełko w czytelni, jako że 22 marca w Bibliotece Miejskiej w Rajgrodzie odbyło się spotkanie z Niwenem – autorem dwutomowej (póki co, bo w planach tomów jest 6 - 7) powieści historycznej osadzonej na Ziemi Łomżyńskiej i opowiadającej o skomplikowanie przeplatających się „Meandrach Losu” społeczności polskiej i żydowskiej w czasie drugiej wojny światowej. Temat to trudny, drażliwy, ale – co podkreślił autor mówiąc o motywach jego podjęcia – przez nasze społeczeństwo jeszcze nie przepracowany. Chwała więc mu za jego podjęcie w formie przystępnej szerokiej publiczności, zwłaszcza że w swych wypowiedziach społeczności polskiej bynajmniej nie gloryfikował. Mam jednak nadzieję, że nie podpadnie z tego powodu pod znowelizowaną ustawę o IPN-ie, gdyż przyznaje mu ona prawo do rzetelnych badań historycznych. Niwen bowiem to pseudonim literacki Zenona Krajewskiego – profesjonalnego historyka zajmującego się głównie inną, też skomplikowana tematyką, mianowicie stosunkami polsko – litewskimi.

Powyższa okoliczność przypomniała mi arcyciekawy epizod z naszej najnowszej historii, opisany przez byłego ministra spraw zagranicznych w książce „Świat według Mellera” (jest w naszej bibliotece). Stefan Meller, jeszcze jako szeregowy urzędnik ministra Skubiszewskiego, odpowiadał za przygotowanie Traktatu polsko – litewskiego. Zrozumiał wtedy w trakcie roboczych spotkań, że w porównaniu ze społeczeństwem litewskim, które ostatnie pół wieku przeżyło w Socjalistycznej Republice Radzieckiej, jesteśmy „starszym bratem” któremu się udało zbudować „najweselszy barak” w socjalistycznym obozie i cieszyć nieporównywalnym zakresem wolności. Zaś w trakcie kluczowego spotkania z delegacją litewską w Warszawie dotarło do niego, że Litwini (pomni gen. Żeligowskiego) realnie obawiają się anektowania przez Polskę Wilna. Uznał więc, że to starszemu bratu wypada wykonać gest dobrej woli. Nasunął mu się pomysł, którym podzielił się z litewskimi delegatami, a oni to kupili. Mianowicie stronami Traktatu miałyby być Rzeczpospolita Polska ze stolicą w Warszawie i Republika Litewska ze stolicą w Wilnie. Minister Skubiszewski rozmawiał w tym czasie z ministrem litewskim, więc był do konsultacji niedostępny. Kiedy już po spotkaniu, koło północy Meller przybiegł do profesora z tym pomysłem, wybitnego specjalistę prawa międzynarodowego zatkało z wrażenia na taki bubel prawny. Jednak po namyśle, świadom wagi tego gestu, postanowił wejść w to szaleństwo i już grubo po północy zatelefonował do premier Suchockiej, jako że na rano projekt traktatu musiał być gotowy. I tak oto stan prawny dziś jest taki, że gdyby Litwinom zachciałoby się przenieść swoją stolicę do Trok, albo Polakom swoją do Krakowa, musielibyśmy Traktat polsko – litewski negocjować od nowa.

Rozmawiając o stosunkach polsko – litewskich, pan Krajewski wyraził ogólniejszy pogląd, że stosunki polsko – litewskie oraz polsko – ukraińskie są dobre na szczeblu relacji międzypaństwowych zaś dalekie od dobrych na poziomie społeczności lokalnych, natomiast stosunki polsko – białoruskie odwrotnie; w relacjach międzyrządowych są złe, zaś między lokalnymi społecznościami dobre. O ile o stosunkach polsko – litewskich i polsko – białoruskich wiem niewiele i z dobrą wiarą przyjmuję pogląd pana Zenona, o tyle kwestia relacji polsko – ukraińskich domaga się komentarza. Gości u nas, uczy się lub pracuje, około miliona młodych i w średnim wieku Ukraińców, dla których Polska stała się oknem na lepszy świat. Zachowują oni w dobrej pamięci wsparcie przez Polskę zarówno pierwszego jak i drugiego Majdanu. Z relacji napływających do mnie z różnych stron wnioskuję, że czują się u nas dobrze. Jednakże truizmem jest stwierdzenie, że nasze dobre relacje z Ukrainą i z Ukraińcami dla Moskwy są solą w oku i zrobi ona wszystko, by je popsuć. Tak więc każdy, niezależnie od intencji, kto szerzy anty ukraińskie fobie jest świadomym lub nieświadomym sojusznikiem Kremla. A że są tacy, którzy pod ten kociołek z fobiami drewka podkładają, widać gołym okiem. Na przykład w Przemyślu, gdzie narodowcy zakłócają doroczne procesje żałobne upamiętniające strzelców siczowych atamana Petlury, którzy w czasie wojny polsko – bolszewickiej byli naszymi sojusznikami. Zakłócają więc nie dlatego, że nam ci żołnierze coś złego zrobili, bo rzeź wołyńska, którą narodowcy niosą na banerach, miała miejsce przeszło dwadzieścia lat później. Zakłócają, by psuć nasze z trudem budowane dobre relacje z Ukraińcami jako takimi. A całkiem świeże wskazanie krzewicieli narodowościowych fobii uczynił Marszałek Sejmu, pan Kuchciński, kiedy wygadał się, że to posłowie Kukiz'15 parli do jak najszybszego uchwalenia nowelizacji ustawy o IPN i umieszczenia w niej nie tylko kwestii żydowskiej, ale również ukraińskiej.

Kończąc to sprawozdanie, pozwolę sobie podziękować panu Krajewskiemu za przybycie do nas, pani Ani Arciszewskiej za zorganizowanie spotkania, oraz wyrazić ubolewanie, że nie było ono przesadnie liczne.

Sołtys Wojciech



Tekst opublikowany w Piśmie Towarzystwa Miłośników Rajgrodu „Rajgrodzkie Echa”




Dodaj komentarz