WIDZIANE Z SOŁECKIEJ ŁAWY (74) KWIECIEN 2019

Oceń wpis:: 
Średnia: 5 (1 głos)

  
V sesja Rady Miasta, która odbyła się 29 marca, była pierwsza sesją po wyborach sołtysów. Przewodniczący Rady wraz z Burmistrzem przygotowali pamiątkowe grawertony dla sześciu panów, którzy bądź nie kandydowali, bądź nie zostali wybrani i tym sposobem zakończyli swoją sołecką misję. Spośród nich na sesji pojawił się tylko pan Paweł Santorowski, który po odebraniu grawertonu wraz z podziękowaniem za współpracę, zwrócił się do władz gminnych następującymi słowy:

Panie Burmistrzu,

Panie Sekretarzu;

Wysoka Rado,

Szanowni Goście,

Panie i Panowie Sołtysi!

Z tego miejsca chciałbym serdecznie wszystkim podziękować za spotkania na tej sali. Przez cztery lata żeśmy się spotykali podając sobie z życzliwością rękę. Ale nie był to tylko uścisk dłoni, ale również zgłaszanie problemów mieszkańców poszczególnych sołectw.

Panie Burmistrzu, bardzo dziękuję Panu za docenienie pracy sołtysa. Udowodnił Pan, że nie tylko spotkania na tej sali służyły zgłaszaniu problemów mieszkańców. Były, mile wspominane spotkania w wioskach jak również wyjazdy do miejsc poza terenem gminy, które zwiedzaliśmy i które pozostaną w pamięci przez długie lata.

Panie Sekretarzu, dziękuje bardzo za uczestniczenie w zebraniach wiejskich, na których to meszkańcy mogli zgłaszać swoje problemy.

Jeszcze raz wszystkim bardzo serdecznie dziękuję i życzę w tej kadencji owocnej pracy i odnoszenia sukcesów. Dodam jeszcze że ubiegłe cztery lata to była moja ostatnia kadencja. W sumie sołtysem Pieńczykowa byłem 31 lat, czyli prawie połowę moje życia.



A teraz o sprawie na pewno ogólnokrajowej, ale która dotyczy zarówno wiejskiej części naszej gminy, której poziom życia w znacznej mierze określają dopłaty obszarowe i unijne środki inwestycyjne, jak też samego miasta, które liczy na dofinansowanie kolejnych inwestycji:

 

DLACZEGO W WYBORACH DO EUROPARLAMENTU

NIE BĘDĘ GŁOSOWAŁ NA PiS

Nie będę głosował na PiS, ponieważ głównym narzędziem oddziaływania politycznego tej partii jest kłamstwo. Najważniejsze są dwa jego przejawy: kłamstwo smoleńskie, które umożliwiło PiS-owi przejęcie władzy oraz kłamstwo trybunalskie, które go tej władzy pozbawi.

 

Kłamstwo smoleńskie

Przez cztery lata sprawowania pełni władzy ani prokuratura, ani komisja Macierewicza (której co ważniejsi członkowie albo zwiali za granicę albo po cichu się wycofali i minister Błaszczak wstydzi się nawet opublikować jej skład) nie dorzucili nic konkretnego do Raportu Komisji Millera, który jednoznacznie stwierdził, że przyczyną wypadku był ciąg karygodnych zaniedbań skutkujących katastrofą w niespodziewanie trudnych warunkach atmosferycznych. Prezes Kaczyński wycofał się z organizowania miesięcznic, a w dziewiątą rocznicę nawet nie zająknął się o zamachu. Jedyny konkretny ruch, jaki w dochodzeniu przyczyn katastrofy wykonała prokuratura, to niedawne skierowanie materiału dowodowego (który był już badany przez polskie laboratoria na zlecenie Komisji Millera) do zbadania przez komisje międzynarodową. Ale to tylko po to, by - wydając ciężkie pieniądze - oczywisty od początku bezsens teorii zamachowych ogłosić już po jesiennych wyborach parlamentarnych.

Ileż to trzeba mieć w sobie fałszu i pogardy dla ludzi, aby w celu zdobycia i utrzymania nad nimi władzy, przez sto kolejnych miesięcznic wciskać im kit o zdradzieckim zamachu, dewastując jednocześnie ogólnonarodową żałobę po swoim bracie i pozostałych 95 ofiarach katastrofy smoleńskiej!

 

Kłamstwo trybunalskie

Na samym początków rządów PiS-owska większość parlamentarna wespół z prezydentem Dudą, gwałcąc Konstytucję, całkowicie uzależniły od siebie Trybunał Konstytucyjny. Żadna instytucja europejska, z Komisją Wenecką na czele nie miała co do tego cienia wątpliwości. Prawidłowość tego zawłaszczenia głosili jedynie podwładni i protegowani ministra Ziobry, którym to bezprawie otwierało drogę do nieskrępowanego przepychania sprzecznych z Konstytucją ustaw, co z kolei miało uczynić z pana ministra i prokuratora generalnego w jednej osobie, praktycznie jednoosobowy organ orzekający w kluczowych procesach sądowych.

Przekonywanie instytucji europejskich przez podwładnych pana Ziobry, że tworzony przez nich system prawny jest tak samo dobry jak niemiecki czy francuski, bo posiada takie same elementy, jest tak samo trafne, jak porównywanie konnej furmanki z Fordem-Transitem – też ma cztery koła i też służy celom transportowym. Natomiast powoływanie się na zapis Traktatu o Unii Europejskiej, iż konstrukcja systemu prawnego jest wewnętrzną kompetencją państw członkowskich pomija milczeniem fakt, że we wcześniejszych, fundamentalnych zapisach Traktat ten stanowi, iż w państwach członkowskich obowiązuje trójpodział władzy oraz niezawisłość sądów. Zaś wewnętrzne polskie regulacje systemu prawnego są przez europejskie instytucje kwestionowane o tyle, o ile przeczą tym traktatowym zobowiązaniom.

Reperkusje kłamstwa trybunalskiego dobrze widać z perspektywy polskiej krowy. Na konwencji w Kadzidle pan Prezes obiecał polskim rolnikom dopłatę 500 zł. do „ekologicznej” krowy. Ciekawe, że nie przyjechał z tym pomysłem gdzieś w Podlaskie czy Warmińsko-Mazurskie, które to tereny PSL-owscy działacze spółdzielczy przekształcili w krainę mlekiem płynącą. Ciekawe też, że nie znalazł się wśród PiS-owskich euro-kandydatów ani jeden, który by objaśnił prezesa, że wszystkie polskie krowy, a nie tylko nieliczne „ekologiczne”, od dawna dostają 380 zł eurodopłaty – taki jest stan wiejskich kompetencji w partii, która ogłasza się partią polskiej wsi. Tak więc prezes obiecał nie 500 zł ale 120 zł, i to z pieniędzy, których nie ma, bo nowy budżet Unii Europejskiej dopiero się negocjuje. Zaś z eurofunduszy które ma ( a które w rekordowej wysokości wynegocjował poprzedni rząd) nominowane przez PiS kierownictwo ARiMR przez 4 lata 5-cio letniego okresu rozliczeniowego potrafiło wykorzystać niecałe 30%. Pozostałe 70 % to gigantyczny kapitał, który leży zamrożony, zamiast pracować dla polskiej wsi. Natomiast zdolność negocjacyjną PiS-u na forum europejskim obrazuje słynne głosowanie „27 do 1”. Co więcej, już obowiązuje a w nowej kadencji będzie zaostrzone uwarunkowanie wypłat eurofunduszy ( tych dla rolników i tych dla samorządów) od stanu praworządności w dotowanym państwie. A mit o praworządności PiS-owskiego państwa ostatecznie polegnie w maju, kiedy to Europejski Trybunał Sprawiedliwości wypowie się o ustawach o Sądzie Najwyższym i nibyKRS. Tak więc prezes Kaczyński dzieli skórę na niedźwiedziu, a tego niedźwiedzia PiS-owscy europosłowie – jeśli wejdą do europarlamentu i będą umieli go znaleźć – zamiast upolować, skutecznie i na długo wypłoszą. A a przygotowują się do tego wespół z Marii le Pen, która jest czołową aktywistką Kremla na arenie europejskiej, a z którą to koalicję zapowiada europoseł PiS, pan Krasnodębski. Do koalicji dołączą zapewne, goszczeni na Nowogrodzkiej, przedstawiciele włoskiej Fratelli d'Italia. (którzy kręcą z Putinem prywatno-partyjne lody), nie mówiąc o idolu prezesa Kaczyńskiego, czyli Wiktorze Orbanie (który całkowicie uzależnił od Rosjan węgierską energetykę – i tą gazową, i tą nuklearną). Po takim rozszyfrowaniu, wyborcze przesłanie prezesa Kaczyńskiego wydaje się być przejrzyste: Im więcej PiS wprowadzi posłów do Europarlamentu, tym bardziej wzmocni się tam lobby kremlowskie, które tym skuteczniej będzie rozsadzać Unię od środka, a jednocześnie tym mniejszy będzie udział Polski w podziale unijnego budżetu.

Sołtys Wojciech
Tekst opublikowany w Piśmie Towarzystwa Miłośników Rajgrodu „Rajgrodzkie Echa”

Dodaj komentarz