SZOPOBYLCE (6)

.

Stało się. Po niedługich perturbacjach myślowych Postanowiłem pomóc Szopobylcowi w Cylindrze. Odnowiłem parę znajomości gdyż nie umiałem rekonstruować kończyn czy też szyć ubrań i butów. Zebrawszy odpowiednią wiedzę, zaliczywszy kilka niezbędnych kursów teoretycznych i praktycznych zaopatrzyłem się w odpowiednie narzędzia i wyruszyłem w podróż. Zadziwiająco nudną i bez przygód.

Przyjęty zostałem oficjalnie i chłodno. Niemniej grzecznie i z należytym szacunkiem. Nie zwlekając rozłożyłem narzędzia i delikatnie acz zdecydowanie zadałem narkozę. Po wielogodzinnej operacji z przerwą na stek przekleństw tudzież łyk wody uczyniłem drewniakowi nogę. Oczekując na wybudzenie pacjenta rozwinąłem jedwabie i szlachetnie garbowaną korą wierzby skórę. Pobrałem miarę, rozrysowałem kształty i wykroiłem części ubrań. Z butami miałem trochę kłopotu ale jakoś rozchodziłem. Tymczasem Cylindrowaty się wybudził i mogłem przymierzyć oraz poprawić fastrygi. Wielce zadowolony z osiągniętych efektów wyssałem krew z pokłutych palców i postawiłem przed delikwentem lustro. No, i zaczęło się. Noga krótka i spuchnięta, i daleko na niej nie zajdzie. Kołnierzyk w szyję pije, materiał niedelikatny jakiś. Spodnie workowate, normalnie pumpy jutowe proletariackie bez lampasów, po prostu nogawce sznytu pańskiego brak i tkanina włochata jak dupa niedźwiedzia. Trzewik ciśnie, no, przecież już odciski porobił. Wstyd, po prostu wstyd ludowi się pokazać. I że mam iść won, a bez tekstyliów najwyższej próby i skóry italiańskiej mam mu się na oczy nie pokazywać. Zeusie drewniany! Co mnie podkusiło żeby mu te gały wystrugać? No? Na co mi to było? Noż, ty kiju sękaty a pokręcony. Foch. Pod osłoną ciemnej, bezksiężycowej nocy omijając rozsierdzone wstydem władcy patrole straży, narażając się na gwałty i śmierć wielokrotną, udałem się do Chaty.
 

.
.

Komentarze

Obrazek użytkownika Zorka

:) a może śmierć przez gwałt wielokrotny ? :)

Dodaj komentarz